| Freeride - jazda bez trzymanki! |
|
|
|
| Wpisany przez Dariusz Guziak |
| czwartek, 03 kwietnia 2008 00:00 |
|
Wojna ze snowboardzistami przeszła do historii. Klany były wyraźnie podzielone, byli gangsterzy i uczciwi obywatele. Ale sprawy zaczęły się komplikować. Okazało się, że już nie wszystkim narciarzom wystarczy grzeczne ześlizgiwanie się po gładkich jak stół trasach, a ucieczka między tyczki też wielu nie odpowiada. Z drugiej strony, nie wszyscy deskarze pałali do narciarzy nienawiścią, o dziwo wielu się z narciarzami (po cichu) przyjaźniło. Snowboarderzy nudzili się na zwykłych stokach, przyciągały ich raczej góry niewyrównane ratrakami, niepokreślone wyciągami.Chodziło o odkrywanie świata, o pokonywanie własnych przyzwyczajeń, a często również własnego strachu, gdy jest się w miejscu nowym, nieznanym. Równolegle w paru miejscach na świecie, w Stanach, we Francji... potworzyły się grupki poszukiwaczy przygód, określające to, co robią, mianem freeride - czyli jazdy dowolnej, wykraczającej poza ograniczenia. Sami wybierali sobie trasy i wyzwania. Opinia szaleńców tylko dodawała przygodzie smaczku. Dziś rajderzy (od ang. riders) są wszędzie. Kiedy są narciarzami poszukującymi większych emocji, zjeżdżają z utartych szlaków, wypytują o nowe, nieznane miejsca poza trasami. Gdy są ski bumami, wchodzą na okoliczne góry, wyszukują ciekawe trasy do zjazdów, efektowne skałki do skoków. Tu się właśnie przydają przewodnicy Snowlegend, których znajomość terenu pozwala w pełni wykorzystać 2150 metrów różnicy wzniesień freeride'owego raju. Narty freeride'owe też są dostosowane do okoliczności. Muszą sprostać każdym warunkom... najważniejsza jest tu stabilność i ciąg w skręcie, nie idealnie wycięty łuk. Poza tym puch lubi długie narty, a puch jest jednym z najważniejszych atrybutów rajderskiej wolności. Elita freeride'u to grupy zawodowych rajderów. Szaleństwa tych, którym udało się dostać do zawodowej stajni nie maja żadnych granic. Można ich spotkać w klasycznych alpejskich, raczej ski tourowych, czy ski alpinistycznych kontekstach, ale równie dobrze w Ameryce Południowej, na Spitzbergenie, Antarktydzie, czy... w Zakopanem! Freeride łączy się z czymś, czego u nas ciągle mało: radością, lekkością i dobrym przygotowaniem fizycznym. Na polskich stokach czujesz się jak w ławicy sardynek. Tłok, żadnej fantazji w jeździe i pomysłów na wykorzystanie góry. Tymczasem wolność powinna inspirować. Niekoniecznie chodzi tu o super wyczyn. Tymczasem cała filozofia freeride'u jest próbowaniem nowego: nowych tras, nowych wyzwań i emocji. Dlatego najlepiej dotrzeć wysoko w góry. Tam, gdzie dziko. Gdzie nie dojeżdża wyciąg. I były turysta czy ski-bum nagle znajduje w sobie motywację, żeby wziąć narty na ramię (lub na plecak) i wyruszyć gdzieś, hen daleko, gdzie podobno jest niesamowity korytarz i doskonała seria skałek. I okazuje się, że można zrobić znacznie więcej, niż większości kiedykolwiek się to może zdarzyć i zamarzyć. Idealnie wycyrklowane ewolucje i wychuchana atmosfera narciarskiego światka, żeby mieć motywację do innej przygody? Może kolejki do wyciągów i tłum na trasie wydaja nam się jeszcze koniecznym warunkiem narciarstwa? A może uważamy wręcz, że deskarzy zastąpił nowy wróg? Jeżeli tak, to droga przed nami długa. Twierdze jednak, ze czasem zachcemy czegoś odmiennego. I wtedy warto pomyśleć o czymś tak prostym, tak starym i tak nowym, jak freeride. Autor: Dariusz Guziak mida eXtreme |















Freeride - poza szlakiem! Okazuje się, że są tacy, dla których ubite trasy to za mało. Chodzi oczywiście o adrenalinę! Dziś przybliżamy ich punkt widzenia i odsłaniamy kilka tajemnic.
Bywają też zawodowe ekipy freeride'owe w stacjach narciarskich, jak np. Snowlegend. Grupa rajderów, którą można by raczej nazwać neo-przewodnikami, w stworzonej wyłącznie dla freeride'owych eskapad stacji la Grave, gdzie wyciąg wywozi człowieka na lodowiec La Meije (3982 m), aby potem pozostawić mu całkowita wolność w wyborze zjazdu, bo tras praktycznie nie ma.





Komentarze (beta)